„Można wybaczyć zasługi, nie wolno przebaczać intryg” – słów kilka o grze Spartakus

„To zabrało wiele lat i kosztowało wiele krwi. Wreszcie jednak widzę, kim naprawdę jesteś- człowiekiem, który nikogo nie stawia ponad sobą. I muszę ci podziękować, ponieważ bez twojego przykładu nie miałbym wystarczająco siły, aby zdradzić najbliższych”. Tymi słowami dzielą się dwaj wpływowi laniści w serialu przedstawiającym dzieje Spartakusa. Jednakże świetnie wpasowują się one także w charakterystykę gry planszowej powstałej na bazie wspomnianego serialu. Więc jak, jesteście gotowi na walkę o władzę i pieniądze, zawieranie sojuszy i zdradzieckie ciosy w plecy zadane sojusznikowi, a nader wszystko na brutalne walki gladiatorów? Zapraszam zatem do recenzji gry planszowej Spartakus: Krew i Zdrada, która pod szyldem wydawnictwa Games Factory (dawniej Games Factory Publishing) trafiła niedawno do sklepów w polskiej wersji językowej.

Zasady w pigułce

Rozgrywka w Spartakusa składa się z szeregu rund, w których naszym celem będzie doprowadzenie naszego rodu do zwycięstwa poprzez osiągnięcie dwunastu punktów wpływów. Każda runda dzieli się na cztery fazy:

  • Faza Utrzymania – odświeżamy wszystkie karty, próbujemy uleczyć ranne postacie, a także opłacamy koszta utrzymania gladiatorów (każdy niewolnik generuje jedną monetę, zaś gladiator kosztuje nas sztukę złota).
  • Faza Intrygi – w tej części rozgrywki pobieramy trzy karty intryg– podstawowego typu karty, która zapewnia interakcję między graczami- i możemy zagrać dowolną ich ilość. Intrygi zagrywamy zarówno na siebie (aby np. zwiększyć swój wpływ lub zasoby złota), jak i na przeciwnika, by mu zaszkodzić. Inni gracze oczywiście mogą się przed tym bronić korzystając ze specjalnych, czerwonych kart reakcji lub poświęcając strażników. Niewykorzystane karty można natomiast sprzedać, aby pod koniec swojej kolejki mieścić się w wyznaczonym limicie kart na ręce.
  • Faza Targu – w pierwszej kolejności gracze mogą sprzedawać lub wymieniać karty dóbr między sobą. Istnieje także możliwość spieniężenia ich w banku. Następnie na planszy pojawiają się karty targu i rozpoczyna się licytacja. Są one kolejno odkrywane, a każdy z graczy ma możliwość postawienia określonej przez siebie sumy na odsłonięte dobro. Robi się to jednak w tajemnicy (pieniądze są trzymane w zakrytej dłoni) więc współzawodnicy nie są świadomi wybranej przez nas kwoty. Po odkryciu stawek gracz, w którego ręce znajduje największa ilość złota, staje się posiadaczem nowego gladiatora, sprzętu lub innego wartościowego dobra. W przypadku remisu następuje dogrywka. W ostatnim kroku licytowany jest żeton gospodarza. Osoba, która go zdobędzie, zajmie się w kolejnej fazie organizacją krwawych igrzysk.
  • Faza Areny – w pierwszym kroku gospodarz nagradzany jest punktem wpływu za trud związany z organizacją zawodów. Następnie kolejno wybiera on uczestników, którzy zmierzą się na arenie. Każdy, z wybranych graczy, może odrzucić zaproszenie okrywając się hańbą (i tracąc punkt wpływów) lub przyjąć je, wystawiając jednocześnie swojego czempiona. Podczas, gdy zawodnicy szykują się do walki, uczestnicy gry mają możliwość postawienia pewnej sumy pieniędzy na wygraną konkretnego gladiatora. Można także obstawić, że walka zakończy się obrażeniami lub wręcz śmiercią któregoś z tytanów. Samo starcie jest rozgrywane przy użyciu kości, które odwzorowują atak, obronę, a także szybkość zawodnika. Utrata odpowiedniej liczby kości równa jest przegranej– ich ilość pozostała w ręce pokonanego gracza determinuje z kolei charakter porażki. Właściciel zwycięskiego gladiatora otrzymuje punkt wpływów, natomiast jego rywal (w przypadku, gdy jego postać jeszcze żyje), musi poczekać na finalną decyzję gospodarza. Kciuk w dół oznacza dobicie przegranego, kciuk w górę- okazanie łaski. Gdy już zakłady zostaną rozliczone, a gospodarz podejmie decyzję odnośnie łaski, faza kończy się i rozpoczyna się kolejna runda.

Pierwsza randka

Pudełko gry wykonane zostało pierwszorzędnie. Zarówno grubość tektury, jak i szata graficzna zasługują na dużą pochwałę (bardzo spodobały mi się zwłaszcza cytaty z serialu, przedstawione na każdym boku pudła). Pewnym rozczarowaniem był jedynie wybór aktora przedstawionego na okładce (Liam zastąpił Andy’ego dopiero w późniejszych sezonach, niepoświęconych już walkom na arenie), być może był on jednak podyktowany czynnikami, których oryginalny wydawca nie mógł „przeskoczyć”. Generalnie niektórym osobom może nie odpowiadać użycie zdjęć z serialu, jako grafik w grze. Dla mnie jednak jest to trafne posunięcie.

Zaglądając do pudełka znajdujemy porządnie napisaną i wydaną instrukcję, która w klarowny sposób przybliża zasady. Następnie natrafiamy na główną planszę gry. Prezentuje ona arenę, na której odbywać się będą walki, wraz z polami przeznaczonymi na stawianie zakładów. Jej grafika jest wprawdzie delikatnie rozmazana, nie rzutuje to jednak w jakikolwiek sposób na rozgrywkę- część graczy nawet nie zauważy tego faktu. Figurki występujące w grze nie należą do przesadnie szczegółowych, chociaż spełniają swoją rolę, natomiast kości są po prostu ok. Planszetki rodów są czytelne i nadrukowane na tekturze o solidnej grubości. Jedynie zmiana ich rewersu z koloru białego na czarny byłaby w moim odczuciu uzasadniona. Nieco gorzej na tym tle wypadają niestety tekturowe żetony. Grafiki, którymi zostały opatrzone, nie są najwyższych lotów i przywodzą na myśl planszówki z lat 80-tych. Delikatny zgrzyt pojawia się także przy wyciąganiu planszy gry, jej rozmiary są tak bliskie rozmiarom pudełka, że ciężko jest ją podważyć.

Karty wchodzące w skład Spartakusa trzymają dobry poziom, zarówno ze względu na estetykę, jak i wykonanie. Podoba mi się wprowadzenie zwięzłych kart pomocy, a także czytelnego oznaczenia dla kart początkowych (są one obwiedzione białą ramką), dzięki czemu przygotowanie rozgrywki jest ułatwione. Koszulkowanie w przypadku tego konkretnego tytułu uważam za szczególnie uzasadnione. Jeśli z niego zrezygnujemy, to oznaki zużycia na kartach mogą naprowadzić gracza na to, co znajduje się na ich awersie, a w przypadku fazy targu taka wiedza stanowić będzie znaczne ułatwienie. Szczęśliwie karty zostały wykonane w standardowym rozmiarze CCG zaś wypraska zawiera odpowiedni margines miejsca.

Nieco miejsca należy poświęcić także jakości polskiego wydania. Większość tekstu, zarówno na kartach, jak i w instrukcji, została poprawnie przetłumaczona. Pojawiają się pojedyncze zgrzyty, jednak nie jest to szczególnie odczuwalny problem. Wart wzmianki jest także fakt, że Games Factory nie starało się na siłę ugrzecznić tytułu i także karty zawierające wulgaryzmy zostały rzetelnie zlokalizowane. Ważnym elementem planszówki jest dla mnie wypraska. Muszę tutaj z satysfakcją przyznać, że ta występująca w Spartakusie może śmiało służyć jako przykład dla innych gier- każdy komponent znajduje tutaj swoje miejsce. Co więcej, porównałem wypraskę oryginalnego wydania z wydaniem polskim i zauważyłem, że nasz rodzimy egzemplarz zawiera kilka istotnych usprawnień (w oryginale przegródki na karty były znacznie płytsze, dodatkowo wyciągnięcie kart z ich spodu nastręczało bardzo dużo trudności). Być może w.w. poprawki wprowadzono także w angielskich dodrukach, ciesze się natomiast, że polskie wydanie zawiera usprawnienia.

Polska wersja gry została wydana z pomocą platformy crowdfundingowej i pierwszym celem, odblokowanym po samym ufundowaniu się tytułu, były dodatkowe karty gladiatorów, tzw. Karty Czempionów Batiatusa. Bardzo cieszy fakt, że w polskim wydaniu uwzględniono ten wartościowy mini dodatek! Niestety na krytykę zasługuje umieszczenie wśród celów kampanii tłumaczenia i wydruku FAQ. Lokalizacja tak istotnego elementu gry powinna być dostępna wraz z samym ufundowaniem produktu (alternatywnie należało zaktualizować instrukcję, na co jednak oryginalny wydawca mógł nie wyrazić zgody).

Wrażenia „dzień po”

Zapewne wielu z Was po przeczytaniu akapitu przybliżającego zasady nie mogło oprzeć się przekonaniu, że tytuł nie należy do przesadnie skomplikowanych. Oczywiście wspomniany opis pozbawiony jest pewnych szczegółów, niemniej jednak jest to przekonanie jak najbardziej trafne. Być może na tej podstawie nakreśliliście sobie także wstępną opinię o grze lub wręcz, o zgrozo, skreśliliście ją ze swojej listy. Proszę, nie róbcie tego!

Samo przyswojenie reguł nie jest w stanie w znaczącym stopniu przybliżyć gry osobie, która nie miała styczności ze Spartakusem. Dzieje się tak z prostego powodu- lwia część rozgrywki odbywa się ponad planszą. Zasady stanowią jedynie szkielet, który ma za zadanie usystematyzować rozgrywkę. Jednakże większości zagrań poczynionych w grze, szczególnie w fazie intryg, towarzyszą liczne dyskusje, przekupstwa, a nawet… groźby. Posłużmy się pewnym przykładem- jeden z graczy ma na ręce wyjątkowo wredną kartę, która nakazuje odrzucić znaczną sumę złota do banku. Proponuje więc innemu uczestnikowi rozgrywki, że nie zagra na niego karty, jeżeli ten opłaci mu ową „grzeczność” w złocie. Zamiast oczekiwanej aprobaty słyszy jednak propozycję: „Możesz zagrać tę kartę i trochę na tym stracę, jednak moja odpowiedź dotknie cię o wiele dotkliwiej, dwie z moich kart mogą konkretnie uszczuplić ilość twoich punktów wpływów. Może więc skierujesz uwagę na kogoś innego, a my ustalimy pakt o nieagresji?” Pierwszy z graczy postanawia odpuścić i sprzedać kartę, ciesząc się pozyskaniem nowego sojusznika. Czy jednak faktycznie sojusz okaże się trwały?

Wnioski nasuwają się same- rozgrywka w dużej mierze związana jest ustaleniami zawartymi między samymi graczami. Złoto może wędrować między graczami w dowolnym momencie. Dozwolone są próby wkupienia się w łaski innych, czy proponowanie współpracy z podziałem przyszłych zysków. Jednak, tak jak wspomniałem powyżej, obietnice mogą zostać (bez żadnych bezpośrednich konsekwencji) złamane i należy liczyć się z tym, że nasz sojusznik może po chwili wbić nam przysłowiowy „nóż w plecy”. Tak, Spartakus w dużej mierze opiera się na negatywnej interakcji i musimy być tego świadomi zasiadając do rozgrywki. Oczywiście nie jest to w żadnym wypadku wada gry (w moim odczuciu wręcz zaleta), jednak znajdzie się grono osób, które nie przepadają za takimi tytułami. Nawet jednak, jeżeli nie stanowi to dla nas przeszkody należy podczas całej rozgrywki pamiętać, że jest to jedynie zabawa i starać się podchodzić z pewnym dystansem do tego, co dzieje się na planszy jak i ponad nią. Sama gra poprzez instrukcję przestrzega nas zresztą, żeby mimo jej charakteru, nie przekraczać w Spartakusie pewnych granic przyzwoitości, aby rozgrywka nie przerodziła się w festiwal perfidii i nie spowodowała przykrych konsekwencji.

No dobrze, cały czas opowiadam o tym, co się dzieje ponad planszą, ale powrócimy może na chwilę na samą planszę. Poszczególne fazy rozgrywki zostały sensownie opracowane i z jednej strony bardzo dobrze oddają klimat tytułu, a z drugiej zapewniają przyzwoitą dynamikę rozgrywki. Być może faza intrygi mogłaby zostać lekko zmodyfikowana, aby każdy z graczy zagrywał tylko jedną kartę i kolejka przechodziła do kolejnego, ale poza tym nie mam żadnych uwag. Karty intryg są dobrze zbalansowane, te silniejsze cechują się znacznym kosztem, zaś żadna nie w moim odczuciu przesadnie mocna. W przypadku kart gladiatorów trafiają się postaci zauważalnie potężniejsze od reszty jednak nie jest to dla mnie wada z kilku powodów:

  • Jest to uzasadnione fabularnie- pewni gladiatorzy byli po prostu potężniejsi.
  • Po odpowiednim ograniu jesteśmy w stanie opracować plan na każdego mocarza- czy to przy wykorzystaniu innego gladiatora i jego zdolności znoszących umiejętności niebezpiecznego przeciwnika, czy też poprzez użycie odpowiedniego ekwipunku.
  • Możemy zwyczajnie nie dopuszczać, aby zbyt mocny zawodnik pojawił się na arenie.

Karty ekwipunku, wzorem intryg, także są dość wyrównane i nie zauważyłem, aby konkretny hełm, tarcza, czy włócznia dawały zbyt mocną przewagę. Pewnym niedociągnięciem jest natomiast balans niektórych rodów. W moim przekonaniu Batiatus jest odczuwalnie słabszy, z kolei Glaber nieco mocniejszy od reszty.

Zarówno samo sedno gry (krwawe walki gladiatorów, oszustwa, intrygi), jak i wulgarny język użyty w Spartakusie sprawiają, że jest to pozycja przeznaczona dla dorosłego odbiorcy (pudełko zawiera odpowiednią adnotację). Wulgaryzmy występują jednakże tylko w niektórych miejscach, a ich użycie jest fabularnie usprawiedliwione- fani serialu kilkukrotnie uśmiechną się czytając znajome sformułowania. Warto przy tej okazji podkreślić, że nie jest to w żadnym razie gra skierowana jedynie do osoby zaznajomionej z serialem. Wręcz przeciwnie, jego znajomość nie jest w żadnym wypadku wymagana.

Dość istotnym aspektem każdej planszówki jest skalowalność. Niestety, troje uczestników jest minimalną liczbą wymaganą do rozegrania partii, natomiast gra najlepiej działa w przypadku kompletu (czterech) graczy. Niemniej pragnę sprostować zarzuty, jakoby rozgrywka we trójkę byłą stratą czasu- mnie dość przyjemnie grało się także w takim składzie i chętnie usiądę także do partii trzyosobowej.

Na pochwałę zasługuje za to możliwość wybrania typu rozgrywki i tym samym zróżnicowania czasu gry. Mamy do wyboru trzy tryby- rozpoczęcie rozgrywki z 1, 4 lub 7 punktami wpływów. W zależności od wyboru, gra może zająć nam od około godziny do nawet czterech-pięciu. Zdaniem wielu rozgrywka od „jedynki” jest zdecydowanie przeciągnięta, a wręcz kojarzy się ze swojego rodzaju masochizmem. Mnie osobiście taka konfiguracja, mimo dłuższego i nieco mozolnego startu, sprawiła jednak sporo frajdy. Z kolei najmniej przypadła mi do gustu rozgrywka od 7 punktów. Gra wtedy zwyczajnie zbyt szybko się kończy (nasz rekord to 45 minut) i nie daje możliwości rozwinięcia skrzydeł. Oczywiście rozpoczęcie partii od 4 punktów wydaje się optymalnym rozwiązaniem, jednakże cieszę się, że wprowadzono kilka konfiguracji i każdy może dostosować rozgrywkę pod własne preferencje i dostępny czas.

Jak już wspomniałem, wersja ufundowana na wspieram.to  zawiera także mini dodatek- Karty Czempionów Batiatusa. Składa się na niego 5 kart potężnych, a przy tym zróżnicowanych gladiatorów. Przykładowo zaletą Acerbitasa jest bardzo duża szybkość. Z kolei Magnetius, oprócz ponad przeciętnego atrybutu ataku, jest w stanie wygrywać niektóre remisy. Mimo znaczącej siły czempioni nie powodują jednak w moim odczuciu zachwiania w balansie gry, a jedynie wprowadzają do niej dodatkowe zróżnicowanie. Niestety w następstwie wprowadzenia w.w. kart może czasami zabraknąć kości, gdy na arenie spotkają się dwaj tytani. Oczywiście nie jest to jednak wada gry (dopiero po wprowadzeniu mini dodatku taka sytuacja może nastąpić), sam brak można natomiast w łatwy sposób rozwiązać chwilowo używając wolnej kości w innym kolorze. Innymi słowy- świetny dodatek!

Jednakże Spartakus to nie jest jedynie „podstawka” i przybliżone w poprzednim akapicie mini rozszerzenie. Gra została rozbudowana o dwa pełnoprawne dodatki: Węże i Wilk, a także Widmo Śmierci, które Games Factory także wydało w rodzimej wersji. Są to jednak na tyle obszerne rozszerzenia, iż uznałem za zasadne poświęcić im osobną recenzję.

Reasumując, wszystkie powyższe aspekty dają nam tytuł regrywalny, oryginalny, ale przede wszystkim angażujący emocjonalnie. Mimo, że cały czas zdawałem sobie sprawę, że gram w planszówkę, to strata mojego ulubionego zawodnika w wyniku nieszczęśliwego rzutu kośćmi (nie ma to, jak wyrzucić jedynkę, próbując uleczyć kilkukrotnie odznaczonego Gannicusa) potrafiła naprawdę przybić. Jeszcze większe emocje budzi przyjęcie w najmniej oczekiwanym momencie kilku negatywnych kart od „sojusznika”- tutaj zgrzytanie zębów nie jest rzadkością. Oczywiście działa to także w drugą stronę- wyrównanie rachunków z takim gagatkiem sprawia, że uśmiech sam pojawia się na twarzy. ;) Najciekawiej zaczyna być natomiast w momencie, gdy ktoś zbliża się do zwycięstwa i leci w jego kierunku prawdziwy grad ciosów współgraczy. Oczywiście nie oznacza to, że rozgrywce towarzyszy jedynie irytacja. Wręcz przeciwnie, Spartakus zapewnił mi naprawdę olbrzymią dawkę pozytywnych emocji, śmiechu i ciekawych dyskusji. Traktując negatywne wydarzenia z rezerwą zapewniamy sobie prawdziwą ucztę na planszy.

I tym właśnie jest dla mnie Spartakus…

…grą przepełnioną masą klimatu i negatywnej interakcji, która osobie z odpowiednim dystansem do rozgrywki i odrobiną smykałki do negocjacji może przynieść masę pozytywnych wrażeń.

Powyższy tekst dedykuję Andy’emu Whitfieldowi, który wprawdzie przegrał największą bitwę w swoim życiu i nie był w stanie osobiście dokończyć serialowej opowieści o Spartakusie. Dla mnie jednak to On, poprzez swoją niezłomną wolę walki, zawsze kojarzyć się będzie z tą postacią.

Cytat użyty w tytule stworzył Napoleon Bonaparte.