„Znacie klątwę detektywa? Rozwiązanie było tuż pod moim nosem, lecz wciąż skupiałem się na złych wskazówkach.” – Detektyw

Siedziba Główna ANTARES; 17 października, godzina 08:15

Jest już dobre 15 minut po czasie, a szefa nie ma! Wygląda na to, że dyrektor Delaware jeszcze nie do końca odzyskał formę po przebytej operacji. Nagłe słyszycie znajomy dźwięk toczących się kół- wózek inwalidzki przemierza korytarz. Głównodowodzący Antares wjeżdża zdenerwowany do sali i bez ceregieli zaczyna referować:
– Słuchajcie, nasza agencja nie działa zbyt długo, jednakże jakimś cudem szczegóły niedawnych dochodzeń biura wyciekły! Trop jednoznacznie prowadzi do Polski, a konkretniej do siedziby pewnego wydawnictwa gier planszowych. Tak, dobrze myślicie, poprzednia sprawa także była poniekąd związana z tym krajem. Przypadek?
-Sprawdźcie mi tę firmę i ich najnowszy produkt- grę Detektyw, która niebezpiecznie blisko otarła się o szczegóły naszych poufnych danych. Przede wszystkim jednak prześwietlcie ich szefa, niejakiego Ignacego- gość coś za dobrze kombinuje. Chcę o nim wiedzieć wszystko, łącznie z rozmiarem jego trzewików! Polska policja może być pomocna- już donieśli, że Ignacy związany jest z zagadkowymi zaginięciami ciastek z siedziby firmy (tamto śledztwo utknęło ponoć w martwym punkcie, dosłownie przez brak dowodów). Ponadto audyt bezpieczeństwa Antares wykrył dziwny symbol umieszczony w kilku mniej istotnych stacjach roboczych w biurze – czerwoną kropkę otoczoną dwoma czarnymi kształtami. Czyżby ślady pozostawione przez naszych włamywaczy?
– Jak widzicie, nie ma tego zbyt wiele, więc nie bagatelizujcie żadnej informacji! Wiecie już wszystko- na śledztwo macie 6 dni, a następnie oczekuję końcowego raportu! Kryptonim sprawy: Portal.

 

Zasady w pigułce

W grze Detektyw wcielamy się w role śledczych, których zadaniem jest praca nad sprawami kryminalnymi. Każda ze spraw rozpoczyna się odprawą, na której jesteśmy wprowadzani w szczegóły śledztwa, zostają nam przedstawione najważniejsze wskazówki i tropy, a także ograniczenia śledztwa (m. in. limit dni na jego przeprowadzenie). Rozgrywka opiera się na trzech podstawowych filarach:

  • wskazówki – są to zarówno informacje zawarte w talii 35 kart tworzących sprawę, jak i dane dostępne w bazie Antares/zasobach internetu. Kilka pierwszych tropów wskazuje nam wprowadzenie, na dalsze natrafiać będziemy podczas prowadzenia śledztwa. Nie wszystkie tropy da się sprawdzić, dlatego ścieżkę śledztwa należy podejmować rozważnie.
  • czas – śledczy pracują od 8 do 16. Istnieje wprawdzie możliwość pracowania po godzinach, ale każda z nadprogramowych godzin powoduje dobranie żetonu stresu. Wyrównanie lub przekroczenie maksymalnej liczby żetonów przewidzianych dla scenariusza oznacza przedwczesne zakończenie śledztwa. Głównym pożeraczem czasu w grze są tropy. Aby nie było jednak za łatwo, przed dobraniem kolejnej karty można jedynie w przybliżeniu określić liczbę godzin, jaka będzie potrzebna do jej analizy. Szanujmy więc dostępny czas dobierając tropy świadomie- czas w grze to czynnik wysoce deficytowy.
  • lokacje – w grze dostępnych jest 5 lokacji. Większość wskazówek sprawdzać można jedynie w przypisanych do nich miejscach, a poruszanie się miedzy nimi kosztuje nas określony czas. Dlatego zawczasu należy postarać się zoptymalizować ścieżkę sprawdzania tropów biorąc pod uwagę ten aspekt.

W poprzednim akapicie wspomniałem, że oprócz sprawdzania fizycznych kart wchodzących w skład scenariusza będziecie także korzystać z bazy Antares. Co to jednak właściwie jest? Baza Antares to strona internetowa imitująca prawdziwą bazę służb policyjnych, gdzie wprowadzać będziemy najróżniejsze dane związane z prowadzonym śledztwem (np. odciski palców, DNA), a także przeszukiwać kartoteki podejrzanych i sprawdzać m.in. stenogramy przesłuchań. Co ważne, praca z bazą nie wymaga zużycia czasu dostępnego w grze, więc należy wykorzystywać ją jak najczęściej (zużycia czasu nie wymaga także korzystanie z zasobów sieci, którą to czynność w pewnych sytuacjach umożliwi nam gra). Gdy wykorzystamy wszystkie dni dostępne dla śledztwa lub zdobędziemy zbyt dużą liczbę żetonów stresu, przechodzimy do końcowego raportu. Zostaje nam wtedy przedstawiony szereg pytań, a odpowiedzi definiują, jak efektywnie przeprowadziliśmy śledztwo i czy zostało ono ukończone pozytywnie (na wynik wpływ ma także zgromadzony materiał dowodowy). Oczywiście powyższy opis nie wyczerpuje zagadnień związanych z regułami. Chociażby karty tropu możemy sprawdzać na kilka sposobów wykorzystując m.in. limitowane żetony umiejętności. Każda z postaci ma ponadto przypisaną unikalną zdolność. W celu poznania pełnych reguł zachęcam do zapoznania się z instrukcją gry.

Komponenty

Ok, znamy zasady, czas więc wziąć pod lupę wykonanie Detektywa. Już samo obcowanie z pudełkiem przynosi nam przyjemne doznania estetyczne. Klimatyczne grafiki, dobra jakość tektury, klasyczna wielkość pudełka- słowem dobry start! Otwieramy wieczko, wyjmujemy klimatyczną wkładkę zawierającą krótki opis korzystania z bazy Antares, dwie książeczki (instrukcję i księgę spraw), a także dwie ramki z elementami tekturowymi do wypchnięcia. Zatrzymajmy się na chwilę przy tym ostatnim elemencie, na który składają się żetony, a także pięć kart postaci dostępnych w grze. Jakość i estetyka wspomnianych elementów jest na świetnym poziomie i nie mam im zupełnie nic do zarzucenia. Ciekawostką natomiast jest, że nawet same ramki zostały wykonane bardzo starannie i także na nich znajdują się klimatyczne loga gry i opis, czym jest dany typ żetonów. Niby mały drobiazg, a cieszy. Jeśli jesteśmy już przy klimatycznych rozwiązaniach, to warto wspomnieć także o woreczkach strunowych, które zawierają specjalne nadruki informujące, że są to opakowania na dowody zebrane w śledztwie. Kolejny drobny element uprzyjemniający odbiór gry. Byłbym zapomniał- w pudełku jest jeszcze jeden dość ważny element tekturowy- plansza. Jest ona dość kompaktowa w swoich rozmiarach, jednakże zawiera wszystkie elementy potrzebne do gry, a jej projekt i wykonanie są w pełni satysfakcjonujące. W skład Detektywa wchodzą ponadto trzy starannie wykonane elementy drewniane– wskaźniki do oznaczania czasu (osobno dni i godziny), a także miejsca pobytu śledczych.

Zaglądamy głębiej do pudełka i odnajdujemy wypraskę zawierającą 5 spraw wchodzących w skład gry. Tak, nie przejęzyczyłem się, w pudełku nie znajduje się jakaś tam tekturowa pseudo podziałka, a pełnoprawna plastikowa wypraska, świetnie organizująca elementy gry. Każda sprawa ma osobną przestrzeń, odpowiednią przegródkę przeznaczono dla żetonów i kart postaci, wyżłobienie na górze przytrzymuje natomiast planszę. Jedyne, co delikatnie budzi moją obawę, to grubość użytego plastiku. Zobaczymy, jak dobrze wytrzyma próbę czasu. No ok, najwyższa pora przejść do jednego z kluczowych elementów, czyli kart. Zacznę pewnie lekko przynudzać powtarzając w kółko ten sam frazes, ale także i tu nie ma się do czego przyczepić. Estetyka, grubość, czytelność- wszystko na plus. Dodatkowo na pochwałę zasługuje plastikowe spięcie dla każdej z talii spraw. Nie jest to element jednorazowego użytku, więc nawet po skończeniu kampanii możemy w łatwy sposób spiąć karty i utrzymać w pudełku porządek. Świetne rozwiązanie! Na koniec zostały nam dwie wspomniane już książeczki. O księdze spraw nie mogę napisać zbyt wiele, bo mógłbym zepsuć Wam rozgrywkę. Nadmienię więc tylko, że nie natrafiłem tam na żadne znaczące defekty- zmodyfikowałbym jedynie dwa, trzy pomniejsze niuanse. Zwróćmy się wiec ku instrukcji. Przede wszystkim, jest ona napisana czytelnie i satysfakcjonująco przekazuje nam reguły gry. Zabrakło kilku drobnostek, np. uszczegółowienia zdolności postaci i lepszego opisu kwestii sygnatur, ale nie rzutuje to znacząco na jakość opisywanego komponentu (ponadto wiele dodatkowych informacji znaleźć można w dziale pomocy bazy Antares). Muszę także pochwalić garść porad, które autorzy dodali do zestawu zasad, jak chociażby rady od testerów. Ten przyjemny dodatek sprawia, że czytając instrukcję naprawdę czułem, że komuś zależy, abym możliwie sprawnie mógł wejść w świat Detektywa. Jeśli więc baliście się o jakość instrukcji, to możecie spać spokojnie.

W mojej opinii…

Przed pierwszą rozgrywką starałem się podejść do wszystkiego z pewną rezerwą. Gra otrzymała już trochę pozytywnych komentarzy i zaczął się rozkręcać hype. Z drugiej strony omawiana pozycja, to w dużej mierze jedynie kilka talii kart. Żadnych przełomowych mechanik- ot dociągamy karty, zarządzamy czasem i podejmujemy decyzje, gdzie dalej ukierunkować śledztwo. Suchy opis nie powoduje dreszczy. Natomiast hype to Portal akurat umie nakręcić. ;) Ok, siadamy do pierwszego scenariusza- na zimno, na spokojnie. Mijają cztery godziny rozgrywki i… słodki Jezu, jak nas to wchłonęłoooooo! To już nawet nie chodzi o to, że ten czas minął w przeciągu chwili, że rozgrywka nad stołem była po prostu obłędna. My zajmowaliśmy się sprawą nawet po zamknięciu pudełka! Na drugi dzień został założony oficjalny zdalny kanał komunikacyjny między graczami i dosłownie wpadliśmy w dyskusyjne tornado. Hipotezy odnośnie niewyjaśnionych aspektów sprawy, redagowanie notatek, nowe schematy, linie czasowe przedstawiające chronologię zdarzeń. Słowem, umysły rozgrzane do czerwoności… kilkanaście godzin po zamknięciu gry! Detektyw nie rozgrywa się jedynie nad stołem, on rozgrywa się także poza nim…

Warto jednak zaznaczyć jedno: mimo, że gra tak świetnie przyjęła się w naszym gronie (Żona od tygodnia chodzi i podkreśla, że to najlepszy tytuł, w jaki grała!) to jednak nie jest to pozycja dla każdego. Sedno omawianego tytułu, to analiza kolejnych informacji i poszlak pojawiających się w śledztwie. Nie ma tutaj natłoku brawurowych pościgów, wymiany ognia między policją a bandziorami, czy innych scenek rodem z Zabójczej Broni (choć twórcy mrugają okiem do fanów tego filmu). Tutaj pracujemy „przy biurku”- łączymy fakty, dyskutujemy ze współgraczami. Podążamy śladem przysłowiowych okruszków. Nie pracuję zawodowo w policji, ale jestem zdania, że takie przedstawienie pracy śledczych jest o wiele bliższe prawdy, niż wcześniej przytoczone klisze z filmu. Przeważnie to nie genialny zwrot akcji, a sumienna, wnikliwa i metodyczna praca decyduje o powodzeniu śledztwa. Bynajmniej nie oznacza to nudy- klimat i fabuła dosłownie wciągają nas do rozgrywki niczym niewidzialne gogle wirtualnej rzeczywistości! Po prostu w Detektywie pierwsze skrzypce gra nasz umysł, a nie refleks i szczęście w rzucie kośćmi. Gra daje nam kilka ścieżek podczas badania spraw i nie każda jest trafna. Ktoś mógłby więc próbować postawić zarzut, że mieliśmy sporo szczęścia wybierając właściwe tropy i właśnie to spowodowało pozytywny odbiór omawianego tytułu. Powiem otwarcie- być może delikatne muśnięcie szczęścia nam dopisało, ale trafnie dobrana droga do celu przez kolejne scenariusze była w miażdżącej większości efektem naszej analizy i pracy z informacjami, jakie posiadaliśmy. Bywało, że kilkukrotnie przeglądaliśmy znane już materiały. Często było to daremne. Zdarzało się jednak, że takie sprawdzenie pozwalało wychwycić drobnostkę, która w późniejszym czasie pozwoliła nam podjąć właściwy trop. Nie muszę chyba dodawać, jaka satysfakcja towarzyszy takiemu zdarzeniu.

Wspomniałem na początku, że sercem omawianej pozycji są talie kart. Jest jednak jeszcze jeden ważny składnik tego produktu: baza danych Antares. Jest ona elementem cyfrowym dołączonym do gry „bez prądu” i będącym jej integralną częścią, naturalnie budzi więc pewne kontrowersje. Zanim jednak wszyscy konserwatywni gracze położą na tytule grubą kreskę, niech doczytają akapit. Strona Antares nie jest aplikacją w stylu Posiadłości Szaleństwa, czy XCOMa. Jej zadaniem nie jest prowadzenie rozgrywki. Baza danych jest narzędziem. Tak samo jak ołówek i ryza papieru służy nam ona do prowadzenia śledztwa. Czy dałoby radę obejść się bez tego narzędzia? Pewnie tak, detektywi jeszcze kilkadziesiąt lat temu ręcznie porównywali odciski palców, czy przeglądali kartoteki podejrzanych. Teraz jednak służy im do tego komputer sprzężony z odpowiednimi zasobami, który automatyzuje i wielokrotnie przyspiesza ten proces. Gra Detektyw traktuje o pracy współczesnych śledczych, a nie Sherlocka Holmesa. Jeśli więc chcemy jak najwierniej oddać ich pracę, to musimy także stworzyć zbliżone narzędzia. Pewnie można by zasymulować pracę takiej bazy na papierze, ale po co utrudniać sobie życie i tworzyć ciężką w obsłudze mechanikę, kiedy rozwiązanie tego problemu jest tak proste i zarazem klimatyczne? Nie wyważajmy otwartych drzwi! Chyba nie muszę także dodawać, że baza Antares to jeden z filarów budujących imersję i klimat. Przeszukiwanie kartotek, sprawdzanie śladów daktyloskopijnych, porównywanie wyników laboratoryjnych z wcześnej znalezionymi materiałami. Zasiadasz do przeglądania systemu i dosłownie czujesz się, jak śledczy badający prawdziwą sprawę. Baza Antares to był moim zdaniem strzał w dziesiątkę! Od strony technicznej trudno mieć jakiekolwiek znaczące uwagi. Ergonomia, estetyka, funkcjonalność- wszystkie te aspekty zostały zrealizowane pozytywnie. Znalazłem wprawdzie kilka literówek, ale te (jak zdążyłem zaobserwować przygotowując powyższy materiał) są dość sprawnie poprawiane- kolejny plus cyfrowego rozwiązania.

Wiele miejsca poświęciłem opisowi moich odczuć odnośnie gry Detektyw jako całości. Być może jednak zastanawiacie się, jak wypada jakość poszczególnych scenariuszy i czy są one wzajemnie spójne. Nie mogę oczywiście zdradzić zbyt wiele, ale spróbujmy. Pierwsze śledztwo jest swoistym wprowadzeniem nie tylko do kampanii, ale do pewnych zasad, jakimi rządzi się rozgrywka (i nie mam tu na myśli reguł z instrukcji). Jeśli jednak oczekujecie taryfy ulgowej, to będziecie rozczarowani. Kolejna sprawa, to rozwinięcie historii i podniesienie poprzeczki. Trzeci scenariusz natomiast, chociaż także dał nam solidną dozę rozrywki, oceniam jako najsłabszy. Na tę ocenę wpłynęły do wtóru: nieco dziwnie skonstruowany schemat śledztwa i niedopracowanie pewnych aspektów związanych z materiałami wprowadzającymi (do tego tematu jeszcze wrócimy). Czwarty i piąty scenariusz, to powrót do wysokiej formy i zarazem udany epilog całej historii. Efekt: kilkadziesiąt stron zapisanych notatek, wykresy, mapy relacji i uczucie olbrzymiej satysfakcji będącej następstwem pozytywnie zakończonej kampanii. Kampanii, która cały czas trzyma dobre tempo i była spójna w kwestii przedstawionej historii. W swoim czasie Portal informował, że w Detektywa mieli okazje grać prawdziwi śledczy. Obserwacja tej rozgrywki przypominała patrzenie na chirurga zręcznie wycinającego istotne wskazówki z całego zbioru mylnych tropów. Daje to ważną informację- konstrukcja scenariuszy została przygotowana rzetelnie (inaczej tacy ludzie raczej szarpaliby się ze śledztwem nie mogąc użyć swoich zawodowych umiejętności). Normalni gracze muszą więc jedynie nabyć pewną wprawę w „operowaniu skalpelem”.

Oczywiście mimo bardzo pozytywnego odbioru Detektywa, napotkałem też na kilka problemów, którymi muszę się z Wami podzielić. Spokojnie jednak, żaden z nich nie jest w stanie choćby zbliżyć się do możliwości zniszczenia rozgrywki. Pierwszą kwestią jest tłumaczenie. Nie stanowiło ono nazbyt odczuwalnego problemu aż do trzeciej sprawy, gdzie polska wersja językowa jednego z materiałów udostępnianych na początku rozgrywki znacznie utrudniła nam prowadzenie śledztwa. W wersji angielskiej tekst jest zdecydowanie sensowniejszy i wszystkim, którym wspomniany materiał sprawił problem (myślę, że podczas rozgrywki domyślicie się, o czym mówię) polecam chwilowe przełączenie się na język Szekspira. Wśród pomniejszych kwestii należałoby wymienić także lekkie faux pas na pudełku, czyli informacja o darmowych śledztwach dostępnych na stronie Antares. Niestety wspomnianej dodatkowej zawartości w obecnej chwili nie znajdziemy. Nietrafiony jest także lektor czytający wprowadzenia do spraw (odnosiliśmy wrażenie, że trafił on do tych filmików z „łapanki”). Aspektem niebędącym w mojej opinii błędem, który jednak przy tej okazji warto poruszyć, jest kwestia raportów końcowych. Niepełne ukończenie śledztwa i błędy w odpowiedziach mogą skończyć się negatywnym zakończeniem sprawy. Mamy wtedy dwie opcje: pogodzenie się z porażką i kontynuację lub powtórne rozpatrzenie śledztwa. Wiem, że wielu osobom nie przypadnie do gustu żadna z powyższych opcji (byłem już świadkiem kilku dyskusji związanych z powyższym tematem na grupach planszówkowych), choć sam nie mam pomysłu, jak lepiej można by rozwiązać tę kwestię. Osobiście w przypadku porażki przy pierwszej sprawie postanowiliśmy powtórzyć scenariusz. Zdecydowaliśmy jednak, że przejdziemy go w sposób zbliżony do pierwszej rozgrywki, robiąc korekty jedynie w ściśle określonych przez nas miejscach, aby nie odkrywać całej alternatywnej gałęzi wskazówek. Takie podejście jest w moim odczuciu najbardziej sensowne i uczciwe. Natrafiłem także na głosy sugerujące, że poziom narracji fabuły, jaki znajdujemy na kartach, jest niskich lotów i w kółko powtarzane jest, że nasze postacie coś pałaszują. Fakt, czytając opisy robiłem się trochę głodny, ale w moim odczuciu jest to efekt zamierzony. ;) A tak poważnie to aspekt ten ani jakoś wybitnie mnie nie urzekł, ani też nie zraził. Z jednej strony czasami pewne kwestie były lekko nadużywane, jednakże wiele dialogów było napisanych bardzo sugestywnie nie stroniąc od pewnych przekleństw lub żartów, co dobrze wpasowało się w klimat danej chwili.

Jeśli mieliście jakąkolwiek styczność z materiałami promocyjnymi Detektywa, to najpewniej obiło się Wam o uszy stwierdzenie, że gra „burzy czwartą ścianę” dając niespotykany dotąd poziom imersji. Jednym z pomysłów twórców było, aby fikcja wykreowana w scenariuszu gry często przeplata się z rzeczywistością. W konsekwencji, pewnych informacji możemy poszukiwać w rzeczywistych zasobach wiedzy (encyklopedie, mapy itp.). Samo określenie jest w moim odczuciu delikatnie nietrafione, bo burzeniem czwartej ściany zwykło się określać w teatrze lub filmie bezpośrednie zwrócenie się do widza- co naturalnie imersję rujnuje. Mniejsza jednak o nomenklaturę, celem autorów było stworzenie wrażenia zatarcia granicy między rzeczywistością, a fikcją i zabieg ten rzeczywiście przyniósł odczuwalny rezultat! Gdy gramy w typową planszówkę, to obcujemy zazwyczaj wyłącznie z jej komponentami i mamy dość dużą świadomość fikcyjności środowiska w jakim się odnaleźliśmy- jego zasad i ograniczeń. Gdy jednak w środku zabawy korzystamy z narzędzi używanych na co dzień, jak chociażby Google czy Wikipedia, zaczynamy w pewnym stopniu utożsamiać także cel ich wykorzystania z rzeczywistym światem. W naszym odczuciu wychodzimy poza z góry narzucone ramy gry. Jest to oczywiście zaplanowany zabieg dający jedynie swoistą iluzję tak daleko idącej wolności, ale na pewno imersja zostaje dzięki niemu porządnie wzmocniona! Muszę przy tej okazji pochwalić także sposób podejścia do mechaniki wspomnianego rozwiązania. Początkowo, podczas przyswajania zasad, byłem nieco zaskoczony faktem, że korzystać z zasobów zewnętrznych można jedynie w określonych momentach, co gra jasno sygnalizuje. W praktyce okazało się jednak, że jest to zdecydowanie świetny konsensus, aby z jednej strony mieć odczuwalną dawkę swobody grzebania w sieci, z drugiej natomiast nie skupiać się wyłącznie na tym aspekcie wyszukując w internecie każde napotkane nazwisko, czy ulicę.

Ja tu gadu gadu o imersjach i emocjach, a tu trzeba wspomnieć o bardziej prozaicznych kwestiach. No to jedziemy:

  • Regrywalność – nie występuje. Jasne, można sobie rozegrać powtórnie kampanię, ale przypomina to czytanie kryminału wiedząc, że zabójcą był szofer.
  • Skalowalność – gra stara się adaptować do zmiennej liczby graczy zamieniając zdolności nieużywanych postaci w dodatkowe żetony umiejętności. Graliśmy w zespole trzyosobowym i takowy uznaję za najlepszy, choć dopuściłbym także grę w 4 i 2 osoby. Rozgrywka solo to w mojej opinii w większości przypadków zbyt duży ciężar położony na jedną osobę, w piątkę natomiast zaczęłoby się najpewniej robić tłoczno. Pamiętajmy jednak, że ze względu na charakter gry nie testowałem każdej konfiguracji.
  • Czas gry – pudełkowe 2-3 godziny zamieniło się w naszym przypadku na 3-4, choć dłuższy czas trwania gry może być wynikiem naszego dążenia do jak najbardziej dokładnego zbadania spraw. Ukończenie gry zajęło nam mniej więcej 22 godziny.

Wiele z tego, co dotąd przeczytaliśmy, prowadzi nas w nieunikniony sposób do kwestii jednorazowości. Tak, bezdyskusyjnie Detektyw pod względem ilości partii nie może stanąć w szranki z typową planszówką. Jednakże jeśli porównamy jakość rozgrywki- to już mamy zupełnie inną pieśń. Nie jest wszak tajemnicą, że gry o limitowanej liczbie rozgrywek są często w stanie przynieść wielokrotnie większe emocje, niż pozycje o wysokim stopniu regrywalności. Dodatkowo sam aspekt regrywalności jest w wielu przypadkach bardziej pewną bariera psychiczną, niż realnym problemem (poświęciłem tej kwestii nieco więcej uwagi w innej recenzji– zachęcam do lektury). Dla mnie sprawa jest jasna, zważywszy zarówno na jakość, jak i czas zabawy, jednorazowość w tym przypadku nie jest dla mnie żadnym problemem. Jedno, co mógłbym zasugerować w związku z charakterystyką Detektywa, to wprowadzenie (wzorem Unlock) króciutkiej misji treningowej, która pozwoliłaby ugruntować znajomość zasad zdobytą podczas lektury instrukcji.

Czy poleciłbym pozycję do rozgrywki z dziećmi? Hmm, to zależy od dzieci. Wprawdzie w grze nie ma żadnych kwestii podchodzących pod 18+, jednakże uczestnikami rozgrywki powinny zostać raczej bardziej dojrzałe z naszych latorośli. Wspomniane na pudełku 16 lat radzę więc potraktować jako sensowne minimum chyba, że jesteście absolutnie pewni umiejętności dziecka (jest tez kilka przekleństw, ale te można pominąć czytając dany materiał). Detektyw niewątpliwie charakteryzuje się wysokim poziomem trudności. Dobranie niewystarczająco rozwiniętego analitycznie nastolatka spowoduje, że gra znacząco straci w odbiorze i najpewniej zamiast dobrej zabawy doznacie „szarpaniny” i jedynie namiastki śledztwa.

Znacie już moje zdanie, Detektyw wielokrotnie przewyższył stawiane mu oczekiwania trafiając w ścisły top moich ulubionych gier. Jeśli jednak miałbym wymienić jedną, dominującą cechę, dzięki której tak wysoko oceniam tę pozycję, byłaby to głębia. Grałem już w niejeden tytuł, któremu towarzyszy element prowadzenia śledztwa. Starałem się jak najlepiej wgryźć w ten aspekt, ale zazwyczaj na drodze stawała mi jego płytkość. W Detektywie jest inaczej. Można zacząć naprawdę głęboko kopać i nie będzie to próżny wysiłek. Czasami dzięki wyczerpującej analizie dostępnych materiałów znajdziemy delikatną sprzeczność, mały punkt zaczepienia. W innym przypadku przeczytamy z pozoru nic nieznaczącą, choć lekko niepasującą do kontekstu wzmiankę. To może być bezwartościowy detal. Gdy jednak przy okazji jednej z kolejnych spraw ta wzmianka pomagała nam w obraniu prawidłowej drogi czułem się, jakbym wykonał naprawdę solidną, detektywistyczną robotę! Na odwrocie pudełka z grą znajdujemy wzmiankę: „Nie będziesz grać w Detektywa- będziesz detektywem”. Czytając wspomniany opis po raz pierwszy lekko się uśmiechnąłem- nie takie chwyty marketingowe człowiek widział już na opakowaniach. Drodzy Czytelnicy, w tym przypadku jest to jednak szczera prawda!

I tym właśnie jest dla mnie Detektyw…

… grą fenomenalnie odwzorowującą prowadzenie śledztwa, której zakup pozwoli Wam cieszyć się najlepszym tytułem o tej tematyce dostępnym obecnie na polskim rynku.

PS. Ze strony graczy padło już wiele pytań odnośnie kontynuacji. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że takowa nastąpi. Pozostaje jedynie pytanie, w jaką stronę pójdą twórcy? Jednym z proponowanych kierunków jest szeroko pojęte badanie zjawisk paranormalnych. Ciąg śledztw w klimacie Z Archiwum X. Jako wielki fan zarówno sci-fi, jak i fantasy stanowczo stwierdzam: to nie jest właściwa droga… Ten jeden raz nie idźmy w fantastykę, stąpajmy jak najbliżej realizmu! Idealnym rozwinięciem gry byłby dla mnie zestaw spraw związanych z badaniem poważnych, brutalnych i tajemniczych zbrodni. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to serial True Detective i film Siedem. Ciężka, wręcz przytłaczająca atmosfera, brutalne przestępstwa i nieustanne odczucie, że obłąkany, acz niezwykle inteligentny zabójca jest cały czas o krok przed nami. Wspaniały materiał na kontynuację…

Dziękuję wydawnictwu Portal za przekazanie gry do recenzji.

Cytat pochodzi z serialu True Detective (tłumaczenie własne).