„Im bardziej pospolita i banalna jest zbrodnia, tym trudniej ją wykryć.” – Kroniki Zbrodni

Chyba nikt już nie ma wątpliwości, że końcówka roku należy do gier detektywistycznych. Portal zaledwie kilka tygodni temu wypuścił w nasze ręce Detektywa, natomiast w grudniu Rebel szykuje długo oczekiwaną premierę Sherlocka Holmesa. Także i FoxGames dołożyło swój wkład do tego tematu. Kroniki Zbrodni, bo o nich mowa, z sukcesem przyjęły się na Kickstarterze, a obecnie ruszają na podbój Polski. Czy jednak zdobyły moje uznanie, czy też wszechobecny telefon przyćmił radość z gry? Miłej lektury!

 

Zasady w pigułce

Celem tej w pełni kooperacyjnej pozycji jest rozwiązanie wybranego z dostępnych w aplikacji śledztw. Na początku zostajemy wprowadzeni w detale zadania, a następnie przystępujemy do badania sprawy, posługując się dostępnymi w grze akcjami:

  • poruszamy się między lokacjami – postacie, dowody i specyficzne wydarzenia najczęściej dostępne są w określonych miejscach. Skanujemy więc kod lokacji i wyruszamy w drogę, która zajmie nam 20 minut czasu gry.
  • prowadzimy dialogi z napotykanymi postaciami – skanując kod wybranej osoby wchodzimy z nią w interakcję. Od tego momentu możemy pytać zarówno o najróżniejsze zdobyte w grze przedmioty/dowody, jak i o inne postacie skanując wybrane karty (każde pytanie zajmuje 5 minut). Należy przy tym pamiętać, że często warto dopytać rozmówcę o osobę, która została napomknięta w uzyskanej właśnie odpowiedzi, aby dowiedzieć się czegoś więcej.
  • badamy miejsca szczególnie istotne dla sprawy – w niektórych przypadkach uzyskamy możliwość dokładnego zbadania konkretnej lokacji. Włącza się wtedy specjalny tryb obserwacji, a my za pośrednictwem telefonu możemy się swobodnie rozglądać i wyszukiwać detale istotne dla sprawy. Pojedyncza sesja daje nam 40 sekund na oglądanie sceny i zabiera 5 minut czasu gry.
  • wyszukiwanie dowodów – jako rezultat poprzedniej akcji często możemy dodać do śledztwa zaobserwowane dowody lub inne istotne dla sprawy elementy. Skanujemy odpowiednią kartę dowodu i gotowe. Akcja zajmuje 5 minut.
  • kontaktujemy się ze specjalistami– w Kronikach Zbrodni dostępnych jest czterech specjalistów (patolog, informatyk, kryminolog i analityczka). Gdy do nich zadzwonimy i zapytamy o konkretny przedmiot lub osobę (tak jest, skanujemy fachowca, a następnie wybraną kartę), to podzielą się z nami informacjami na zadany temat. Każde zapytanie zajmuje w świecie gry 5 minut.

Gdy już uzyskamy odpowiednią liczbę dowodów i wiedzy na temat przestępstwa, możemy zdać raport przełożonym. Zadawany jest nam wtedy szereg pytań, a my poprzez skanowanie odpowiednich kart udzielamy odpowiedzi. Po przeczytaniu powyższego paragrafu na pewno zauważyliście dwie kwestie: większość akcji wymaga interakcji z aplikacją, a także zabierają nam one określony czas w grze. Pierwsza z nich daje pewien pogląd na stopień zależności planszówki od elementów elektronicznych. Jeśli chodzi o kwestię czasu, to warto zwrócić na niego uwagę, ponieważ większość spraw ma określone ramy czasowe, mimo że nie zawsze mamy tego pełną świadomość.

Komponenty

Pudełko omawianej pozycji swoim kształtem nie odbiega od typowego kwadratowego opakowania planszówek, jednak jest od standardowych pudeł nieco płytsze. Jego szata graficzna jest spójna z elementami samej gry i utrzymuje się w rysunkowym, lekko humorystycznym klimacie. Pierwszym, co rzuca się w oczy po otwarciu, jest relatywnie mała liczba fizycznych komponentów. Można jedynie podejrzewać, że resztę ukryto w aplikacji. Drugim elementem przykuwającym uwagę jest świetna wypraska. Tutaj wydawca naprawdę odrobił zadanie domowe. Nie dość, że wszystkie karty mają odpowiednie miejsca, to zostały zabezpieczone specjalną osłonką, aby nie latały po pudełku przy przenoszeniu gry. W dodatku pomyślano także o zaplanowaniu miejsc na elementy z rozszerzeń. Do pełni szczęścia brakuje jedynie uwzględnienia osób koszulkujących karty. Wspomniane już karty dzielą się na 55 sztuk o większym rozmiarze, reprezentujących postacie i 52 mniejsze dla oznaczenia dowodów. Grubość obydwu typów być może nie powala, ale czytelność i estetyka są na dobrym poziomie.

Plansza gry została przygotowana z pomysłem i zgrabnie porządkuje nam przestrzeń gry. Jakość użytej tektury jest bardzo dobra, a kilka ciekawych detali graficznych dodaje jej klimatu. Niestety równie pozytywnie nie mogę się odnieść do planszetek lokacji i ekspertów. Są one wprawdzie czytelne i ładnie zilustrowane, ale ich grubość jest dalece niesatysfakcjonująca. Instrukcja dołączona do gry jest bardzo krótka, ale spokojnie, nie wynika to z gapiostwa jej twórców. Zasady gry są na tyle przystępne, że 7 stron wypełnionych w dużej części ilustracjami aż nadto wystarczyło na ich opisanie. Na koniec warto wspomnieć o komponencie stanowiącym opcjonalną część zestawu- okularach VR. Nie oszukujmy się, jest to raczej element skromny pod względem budowy i możliwości, a największy jego plus to kompaktowa wielkość i związana z tym przenośność (zresztą okulary mają przygotowaną odpowiednią miejscówkę w wyprasce). Na pochwałę zasługuje jednak dbałość o pewne detale w ich wykonaniu, jak choćby pokrycie gumą elementu mającego bezpośrednią styczność z ekranem telefonu.

W mojej opinii…

Siadamy do gry i od razu wita nas przyjemny element- misja treningowa. Chociaż na rynku jest wiele tzw. gier „jednorazowych”, to jedynie nieliczne zadbały o ten aspekt. A szkoda, bo taka misja utrwala zasady nabyte podczas lektury instrukcji i pozwala ugruntować je na praktycznym przykładzie. Tutaj jednak autorzy się spisali. Ba, poszli nawet o krok dalej i można w ogóle zrezygnować z czytania większości papierowej instrukcji, opierając swoją naukę gry na wspomnianym scenariuszu szkoleniowym. Dodatkowo dodanie sensownej fabuły sprawiło, że nie było to jedynie nudne przyswajanie kolejnych reguł rządzących rozgrywką. Jednym słowem: brawo! Innych wydawców gier o takim profilu zachęcam do brania przykładu.

Z misji treningowej szybko wskakujemy do prawdziwych śledztw, żeby stawić czoła konkretniejszym wyzwaniom. Bazowa gra daje nam dostęp do pięciu spraw: trzy z nich stanowią mini kampanię, natomiast pozostałe dwie są całkowicie niezależne. Wspomniany podział, a także wprowadzenie poziomu trudności określającego każde zadanie, są w moim odczuciu dobrymi decyzjami. Mamy chęć na zamknięte śledztwo, to wybieramy Klątwę faraonów. Cały wieczór przed nami i chcielibyśmy pogrążyć się w cyklu spraw o rosnącym poziomie trudności? Nic prostszego- wybieramy Mroczną siłę. Jeśli wyczerpie nam się zasób misji, mamy możliwość dokupienia dodatkowych dwóch spraw (osoby, które nabyły pozycję w przedsprzedaży mogły je dostać w „pakiecie”), a w najbliższych miesiącach dostępne będą trzy kolejne. Zarówno zawartość dostępną w podstawce, jak i możliwości odpłatnej rozbudowy gry, oceniam jako uczciwe względem klienta. Nabywca w żadnym przypadku nie powinien poczuć się oszukany. No dobrze, przełamaliśmy pierwsze lody, czas wgryźć się głębiej…

Zaczynając analizę tytułu nie sposób pominąć kwestii aplikacji. Muszę tutaj uczulić wszelkich sceptyków tego rozwiązania- telefon jest integralną częścią rozgrywki! Używamy go do rozmów ze świadkami, badania dowodów, przeglądania miejsc zbrodni. Zresztą już czytając przybliżenie zasad na pewno wyrobiliście sobie pewne zdanie. Aplikacji w rozgrywce jest tak dużo, że część osób nazwało Kroniki grą elektroniczną rozszerzoną o elementy planszowe. Osobiście nie pokusiłbym się o aż tak daleko idące wnioski, natomiast trzeba uczciwie przyznać, że tytuł jest w bardzo wysokim stopniu zależny od elektroniki. Czy jest to dla mnie problem? Generalnie jestem zdania, że tego aspektu nie należy oceniać z perspektywy zalet, czy wad, a raczej preferencji. Potencjalny gracz musi sobie zadać pytanie, czy tak daleko idąca integracja planszówki z aplikacją jest przez niego preferowana, akceptowalna, czy też dyskwalifikująca. Dla mnie jest na granicy akceptowalności.

Od strony technicznej program sprawuje się bardzo dobrze. Jest stabilnie i płynnie, chociaż konsumpcja baterii jest dość wysoka. Dobrze przemyślana ergonomia sprawia, że nie szarpiemy się z obsługą aplikacji, a sprawnie działający czytnik kodów QR dopełnia jej wizerunku, jako produktu dopracowanego pod tym kątem. Na pochwałę zasługuje także przydatny moduł historii i sprawnie działający mechanizm aktualizacji (swoją drogą zaobserwowałem często pojawiające się łatki, co sugeruje ciągłe dopracowywanie misji). Jeśli miałbym ocenić element, który najbardziej przypadł mi do gustu, byłaby to opcja przeglądania miejsc zbrodni. Dostajemy wtedy do dyspozycji obszar w widoku 360 stopni, który możemy przeglądać przez kilkadziesiąt sekund, odnajdując potencjalne dowody i zbierając informacje potrzebne do śledztwa. Muszę tutaj dodać, że zdecydowanie lepiej użytkowało mi się tryb bez gogli VR. Zarówno nieco słabsze okulary (sprzedawane jako element uzupełniający pozycję), jak i bardziej zaawansowany model, nie przekonały mnie do wirtualnej rzeczywistości w tym tytule. Obsługa wymaga więcej zachodu, a poziom wyrazistości oglądanej sceny wydawał się nieco zaburzony. Osoby używające okularów korekcyjnych z wiadomych względów mogą mieć dodatkowy problem. Reasumując, można spokojnie odpuścić sobie VR w tym tytule. Lokalizację oceniam pozytywnie. Znaleźć można wprawdzie pojedyncze literówki, ale nie jest to szczególnie duży problem. Pozostał jeszcze aspekt implementacji mechaniki w aplikacji, tym jednak zajmiemy się nieco później…

Czas zadać sobie pytanie, jak to wszystko wypadło w praktyce? Szkielet fabularny śledztw prezentuje się dobrze. Oczywiście nie mogę podać szczegółów, ale każda ze spraw jest dość odmienna i nie mamy tutaj ciągłego powielania jednego schematu. Dodatkowo autorzy starali się serwować delikatne ślepe zaułki i nagłe wydarzenia, które zmieniały lekko dynamikę niektórych śledztw. Nieco gorzej wypada niestety kwestia prowadzenia narracji poszczególnych spraw. Dialogi są w wielu sytuacjach ubogie i choć śledztwo pozwala nam często poznać bardzo dużo postaci, to interakcja z nimi nie jest przesadnie rozbudowana. Brakuje też głębi w samych dochodzeniach. Jeśli naszym podejrzeniem było, że zabiła osoba X narzędziem Y, to w 95% przypadków hipoteza się potwierdzała. Wszystko to sprawia, że nasze analityczne umiejętności nie przegrzewały się przesadnie, a poziom imersji nie wyrywał z kapci przenosząc żywcem na miejsce zbrodni. Klimat czasami się udziela i gra potrafi szarpnąć tę specyficzną detektywistyczną strunę w naszym umyśle, choć rozbrzmiewająca melodia jest delikatna. Muszę także wspomnieć o pewnej niespójności, która nie dawała mi spokoju. Gra, jako całość, nie do końca potrafi się zdecydować, czy chce prezentowaną tematykę podjąć na serio, czy trochę z przymrużeniem oka. Z jednej strony mamy tutaj komiksowe i nieco przerysowane postacie, z drugiej czasami naprawdę ciężkie i dojrzałe tematy śledztw. Nie mogę powiedzieć za dużo nie narażając Was na spoilery, więc wyobraźcie sobie, że Morgana Freemana z filmu Kolekcjoner zastępujecie Królikiem Bugsem. Oczywiście Bugs jest tutaj bardzo poważny i niezwykle wiernie wczuwa się w rolę, ale już sama jego postać mocno kontrastuje z ciężarem badanej sprawy. Oczywiście, jak pokazuje choćby kinematografia, poważną tematykę można w umiejętny sposób połączyć z humorem, celowo tworząc ambiwalentne uczucia u odbiorcy utworu. Tutaj jednak ta sztuka się nie udała.

Najbardziej odczuwalnym problemem były dla mnie natomiast pewne zgrzyty mechaniki. Nie chodzi mi bynajmniej o mechanikę samego tytułu, która jest naprawdę prosta i przystępna, ale poprawną implementację pewnych mechanizmów w aplikacji. Czasami problemem był np. dialog postaci na zupełnie inny temat niż ten, o który pytaliśmy. Innym razem natrafialiśmy na wzmianki o wydarzeniach, których w ogóle nie byliśmy świadomi, a rozmówca referował nam to, jako oczywistość. Do pasji doprowadziła nas także sytuacja, gdzie pokazywaliśmy jednej z postaci zdjęcie będące dowodem jego relacji z inną osobą, a ona usilnie twierdziła, że kogoś takiego nie zna (albo jest to celowa implementacja grania idioty, albo coś nie zadziałało, jak należy). Generalnie czasami musimy lekko szarpać się z aplikacją, aby móc realizować śledztwo na swój sposób, bo gra wymaga od nas określonego podejścia. Na szczęście nie były to sytuacje częste, choć nawet pojedyncze ich wystąpienie potrafiło zburzyć misternie budowaną detektywistyczną otoczkę. Z kolei pochwalić muszę inną kwestię- podejście do nieskutecznego rozwiązania śledztwa. Zamiast wymuszania na nas powtórnego przechodzenia scenariusza, gra umożliwia kontynuowanie sprawy- sprawdzamy kilka dodatkowych tropów, wprowadzamy korekty w rekonstrukcji przestępstwa i ponownie przystępujemy do testu. Naprawdę doceniam takie podejście, szczególnie w tytule adresowanym do mniej zaawansowanych graczy.

Kroniki Zbrodni, a Detektyw

Pewnie niejeden z Was zastanawia się, jak wypadają względem siebie wspomniane tytuły. Nie będę tutaj rozbierał owych gier na czynniki pierwsze- o szczegółach można przeczytać w przygotowanych przeze mnie recenzjach. Skuszę się za to na krótkie, skondensowane porównanie:

  • Detektyw jest dla mnie symulatorem pracy śledczego. Wymaga od gracza poświęcenia, czasu i koncentracji, ale nagradza nas niespotykaną imersją i wielowątkowością spraw. Do tytułu należy zasiadać będąc wypoczętym i mając w swoim gronie ludzi nastawionych na określony ciężar analityczny rozgrywki. Wstając od gry cały czas zastanawiamy się nad przebiegiem śledztwa, natomiast zagadkowe elementy historii towarzyszą nam jeszcze przez wiele godzin, a nawet dni.
  • W przypadku Kronik Zbrodni mamy raczej do czynienia z grą typu arcade. Pozwala nam poczuć pewne detektywistyczne aspekty przy mniejszym stopniu zaangażowana i minimalnym progu wejścia. Odbywa się to jednak kosztem zredukowanej imersji i głębi śledztwa. Jest to gra, do której siadamy po południu z dowolną grupą znajomych, miło spędzamy czas, a po zamknięciu pudełka zapominamy o śledztwie.

Skalowalność utrzymuje solidny poziom. Zarówno partia we dwie, jak i trzy osoby wypada dobrze. Należy jedynie pamiętać, aby rozsądnie dzielić się obsługą aplikacji, co odczuwalnie zwiększa radość płynącą z rozgrywki. Ze względu na dość przystępny poziom trudności bez problemu można też rozwiązywać sprawy w pojedynkę. Sceptyczny jestem jedynie w przypadku gry we czworo- zaczyna być już wtedy trochę przyciasno. Czas gry natomiast z grubsza odpowiada pudełkowym wartościom. Mniej zawiłą sprawę powinniśmy zamknąć w godzinkę, bardziej skomplikowana zajmie nam około pół godziny więcej. Regrywalności natomiast w omawianym tytule nie uświadczymy. Oczywiście możemy pokusić się na powtórne rozwiązywanie śledztw, ale nie jest to zbyt emocjonujące.

Omawiana pozycja jak najbardziej umożliwia granie z dziećmi. Przystępny poziom trudności, ciekawe dodatki i komiksowa kreska stanowią dla nastolatka dużą zachętę. W mojej ocenienie już nawet jedenastoletni detektywi przy asyście rodziców powinni dać sobie radę z wyzwaniem. Jest jednak pewien problem- nie każdy temat śledztw jest odpowiedni dla młodszych dzieci. Szkoda, że oprócz poziomu trudności w opisie sprawy nie pokuszono się o dodanie minimalnego wieku. Przynajmniej jedno ze śledztw w moim mniemaniu zasługuje na oznaczenie 16+.

Kroniki Zbrodni definitywnie są tytułem przystępnym. Zarówno próg wejścia jest optymalny, jak i sprawy do rozwiązania nie są przesadnie skomplikowane (bynajmniej nie znaczy to jednak, że są banalne). Gra pozwala dość niskim sumptem zanurzyć się w śledztwie, a aspekt aplikacji i gogli umożliwia wykorzystanie nowoczesnych gadżetów. Ceną, jaką się za to płaci, są pewne uproszczenia i kompromisy. Osobiście poszukuję w grach detektywistycznych głębi. Chcę móc kopać w sprawie i znajdować dzięki temu nowe aspekty śledztwa. Kroniki natomiast poszły w mojej ocenie nieco zbyt daleko w kierunku zabawy i gadżetów. Wszystko to w połączeniu z pewnymi mankamentami natury technicznej sprawiło, że omawiany tytuł mnie do siebie nie przekonał. Za pośrednictwem planszówki nie tyle chcę się pobawić w detektywa, co poczuć się detektywem. Najpewniej jednak wśród osób preferujących lżejszą rozgrywkę i/lub ceniących duży zastrzyk nowinek technologicznych tytuł wzbudzi entuzjazm.

I tym właśnie są dla mnie Kroniki Zbrodni…

… grą z nowoczesnymi gadżetami, pozwalającą nam rozerwać się wcielając w uproszczoną rolę śledczego.

PS. Jeśli interesuje Was przyszłość omawianego tytułu, to (oprócz wspomnianych w recenzji trzech misji w bazowym klimacie) w pierwszym kwartale 2019 r. mają pojawić się dwa większe rozszerzenia. Noir przeniesie nas do Los Angeles początku lat pięćdziesiątych, gdzie wcielimy się w rolę prywatnych detektywów, a obecni w podstawowej wersji rozgrywki konsultanci zastąpieni zostaną kartami akcji (jak chociażby szpiegowanie, czy łapówka). Witajcie w Redview jest natomiast zestawem dla miłośników Stranger Things. Maine w USA, lata osiemdziesiąte. Gracze wcielą się w rolę dzieciaków, którym przyjdzie badać niecodzienne wydarzenia.

 Gogle widoczne na zdjęciach nie są częścią podstawowego zestawu. Do rozgrywki wymagane jest urządzenie elektroniczne (preferowany smartfon), które nie wchodzi w skład gry.

Cytat użyty w tytule stworzył Arthur Conan Doyle (Przygody Sherlocka Holmesa).

20 Udostępnień