„Miej ty sobie pałace, ja mój domek ciasny”- słów kilka o grze Domek

Większość z nas lubi budować, tworzyć i urządzać. Już w młodzieńczych latach bawiliśmy się klockami, tworzyliśmy trasy w piaskownicach pod kolejny wyścig kapsli lub urządzaliśmy domek dla lalek, aby zaprosić jego lokatorki na „herbatkę”. Co więcej, proces kreowania, tworzenia był zabawą samą w sobie i nierzadko wciągał nas bardziej, niż efekt końcowy naszej pracy. Oj tak, projektowanie, budowanie i urządzanie nas kręci. Wiedzą o tym także producenci gier…

Gra Domek wydana przez wydawnictwo Rebel jest przykładem planszówki, która daje nam ową możliwość zabawy w projektanta. Projektanta naszego wymarzonego domu. Ale co to właściwie oznacza? Zachęcam do lektury.

Zasady w pigułce

Celem gry jest zaprojektowanie i urządzenie jak najefektowniejszego i najbardziej funkcjonalnego lokum- tytułowego Domku. Jako miejsce powstawania naszego projektu wykorzystujemy odpowiednie plansze przedstawiające dom wymagający wykończenia. Osią rozgrywki są zaś karty, których używamy do projektowania najróżniejszych pokoi, a także dodajemy za ich pomocą dodatkowy wystrój (np. domek dla kota) Za pomocą kart zatrudniamy pomocników (chociażby dekoratorkę, która daje nam bonusy w przypadku posiadania odpowiedniego wystroju) i wreszcie dodajemy dla naszego lokum odpowiedni dach. Osoba, która najefektywniej zaprojektuje i urządzi dostępne pokoje (niektóre z nich dają premie za odpowiednią wielkość lub usytuowanie) tworząc dobrze zaprojektowany dom, wygrywa rozgrywkę.
No dobra, wystarczy już tych zasad, czas przyjrzeć się wykonaniu.

Pierwsza randka

Samo pudełko prezentuje się nadzwyczaj zachęcająco. Zdobiące je piękne ilustracje kuszą nas, aby zainteresować się pozycją (przy pierwszym kontakcie miałem nieodparte wrażenie, że grafik w pewnym stopniu wzorował się grą Sims). Po otwarciu pudła jest tylko lepiej. Urocze plansze graczy stworzone na kształt domów, funkcjonalny, a zarazem estetyczny tor kart, a także świetny, drewniany znacznik pierwszego gracza robią zdecydowanie pozytywne wrażenie. Karty, będące głównym elementem rozgrywki, także zostały schludnie wykonane (papier o satysfakcjonującej gramaturze, porządne wykończenie). Klasą samą w sobie są natomiast ilustracje, które znajdziemy na kartach. Piękne i zróżnicowane grafiki prezentujące rozmaite pokoje i wyposażenie, o które wzbogacić możemy nasz projekt, przykuwają uwagę przy każdej partii. Dbałość o detale, a także smaczki poukrywane na niektórych obrazkach (DeLorean z Powrotu do przyszłości, wejście do krypty z Fallouta) sprawią, że niejeden z nas uśmiechnie się z nostalgią i dodatkowo spotęgują chęć szczegółowego zapoznania się każdą kartą. Instrukcja tłumacząca zasady gry została przystępnie i zwięźle napisana. Występowanie licznych przykładów i ilustracji jedynie ułatwia przyswojenie dość przystępnych zasad. Dobre wrażenie względem jakości wykonania dopełnia funkcjonalna wypraska, w której każdy element gry ma swoje miejsce, a przegródki na karty zostały przystosowane także do wykorzystania koszulek.
Reasumując, gra prezentuje się znakomicie, ale czy aby „tej książki nie zdobi jedynie okładka”?

Wrażenia „dzień po”

Domek należy zdecydowanie przypisać do gatunku gier rodzinnych i tzw. „gateway”, czyli pozycji, które są relatywnie przystępne i za pomocą których możemy zacząć naszą przygodę z grami planszowymi (lub zachęcić mniej „ogranych” przyjaciół do rozgrywki). Muszę przyznać, że w obydwu rolach Domek spisuje się znakomicie.

Granie z dziećmi zapewnia wielką frajdę naszym latoroślom nie tylko poprzez bajkowe wykonanie, ale także dzięki przystępnym i czytelnym zasadom. Z drugiej strony możliwości rozgrywki są na tyle rozbudowane i różnorodne, że rodzic nie będzie nudził się podczas partii i także będzie czerpał przyjemność z rozgrywki. Dodatkowo, jak już wspomniałem, gra często „mruga oczkiem” ku dorosłemu graczowi ciekawymi smaczkami na grafikach. Bardzo spodobał mi się również element pamięciowy (uniemożliwienie podglądnięcia stosiku zebranych przez nas dachów), który nie tylko ćwiczy samą pamięć, ale także uczy dziecka skupienia przy dobieraniu kart. Oczywiście nie muszę dodawać, że Domek świetnie nada się na prezent. Warto jednak zwrócić uwagę, że odpowiednia stylistyka grafik (m. in. wyeksponowana dziewczynka na pudełku) jak również sama tematyka sprawiają, że gra będzie idealnym podarunkiem także dla dziewczynki (wiele gier dziecięcych swoją tematyką lub wykonaniem niestety sprawia, że są przychylniej odbierane są przez chłopaków).

Owy, optymalny w moim przekonaniu, balans między ciężkością, a różnorodnością rozgrywki sprawdza się także przy rozgrywce z mniej wprawionymi w bojach przyjaciółmi i może sprawić, że ktoś zachęcony Domkiem zainteresuje się poważniej naszym hobby. Powiem więcej, nawet bardziej zaawansowani plaszówkowicze są w stanie czerpać z tej pozycji przyjemność traktując ją jako przyjemny „filler” (pozycję będącą przerywnikiem między bardziej zaawansowanymi planszówkami). Oczywiście zaawansowany gracz musi mieć na uwadze, do kogo kierowany jest tytuł. Spotkałem się z opiniami, że gra jest zbyt uproszczona i nie oferuje odpowiedniej głębi doświadczonemu graczowi. Uważam jednak, że w większości winę ponoszą tu zbyt duże oczekiwania względem tytułu, który nigdy nie ukrywał, do jakiej grupy odbiorców jest kierowany.

Piszę o Domku w samych superlatywach i wydawać by się mogło, że to gra pozbawiona wad. Niestety rzeczywistość jest nieco inna. Głównym problemem, jaki możemy napotkać po zagraniu kilkunastu rozgrywek, jest pewna wtórność. Po odpowiednim ograniu odkrywamy, że aby zmaksymalizować swój wynik, powinniśmy rozbudowywać nasze lokum w dość określony sposób (nie będę wszak go zdradzał, żeby nie psuć zabawy). Uważam także, że nie najlepiej rozwiązano kwestię adaptacji gry do liczby graczy mniejszej niż czworo. Umożliwienie pierwszemu graczowi odrzucania kart z toru sprawia, że jest on w stanie dodatkowo utrudniać rozgrywkę innym graczom. Sensowniej byłoby, jakby taka zasada istniała w instrukcji jako opcja (tak samo jak uproszczony wariant gry pozwalający nie odrzucać kart wcale) zaś podstawowe reguły po prostu nakazywały odkrywanie mniejszej ilości kart. Na koniec dodam jeszcze, że nie do końca podoba mi się występowanie angielskich tekstów na komponentach (np. tor kart) mimo posiadania polskiej edycji gry. Chociaż być może przy tym ostatnim już się troszkę czepiam.

Pomimo występowania pewnych mankamentów, tak naprawdę nie za wiele możemy jednak zarzucić Domkowi. Wymienione problemy nie są natomiast poważne i w żadnym wypadku nie psują gry. Co więcej, panaceum na pierwszy z nich może rozwiązać dodatek, który wydawnictwo już przygotowuje i który najpewniej doda jeszcze więcej różnorodności do rozgrywki (nową planszetkę będącą swoistą dobudówką dla obecnej, nowe projekty pokoi, a może więcej premiowanych konfiguracji naszego domku- dowiemy się pewnie niebawem). Dodatkiem jednak zajmiemy się innym razem…

I tym właśnie jest dla mnie Domek…

…solidną, przepięknie wykonaną planszówką, która nie pretenduje do bycia rewolucją w naszym hobby, chce być jedynie świetnym tytułem rodzinnym/wprowadzającym i w tej roli sprawdza się znakomicie!

Cytat występujący w tytule pochodzi z wiersza Ignacego Krasickiego „Żółw i mysz”.