„By leczyć ciało ludzkie, konieczna jest wiedza o całości zjawisk.”- Pandemia

Pandemia nie jest grą pierwszej młodości – w przyszłym roku wypadnie dziesiąta rocznica wydania tytułu. Mimo to możemy odnaleźć ją w pierwszej setce rankingu najlepszych gier planszowych (BGG), co nie jest wcale trywialnym osiągnięciem. Cóż takiego jest więc w tym tytule, że mimo swojego wieku wciąż trafia na stoły setek graczy, a wydawnictwo Lacerta nieprzerwanie wydaje kolejne dodatki? Co sprawia, że niektórzy wręcz nazywają Pandemię królową gier kooperacyjnych? Zapraszam do lektury…

Zasady w pigułce

Naszym zadaniem w Pandemii jest kolektywna walka z czterema chorobami agresywnie rozprzestrzeniającymi się po planszy przedstawiającej mapę Ziemi. Gra toczy się w naprzemiennych turach każdego z uczestników rozgrywki, zaś tura gracza dzieli się na 3 fazy:

  1. Akcje – gracz ma do dyspozycji 4 akcje, które może wykorzystać na dowolne z poniższych działań (z możliwością powtórzeń):
    • ruch – może to być zarówno zwykły ruch na sąsiednie pole (jazda/rejs), jak i lot na całkowicie inne pole niegraniczące z tym, na którym właśnie się znajdujemy. W tym ostatnim przypadku musimy zazwyczaj pozbyć się jednej z cennych kart miast.
    • budowa stacji badawczej– mamy możliwość zbudowania stacji, która potrzebna będzie do wynalezienia lekarstwa.
    • leczenie choroby – domyślne działanie polega na usunięciu pojedynczego znacznika choroby z miasta, w którym się znajdujemy.
    • dzielenie się wiedzą– wymiana między graczami karty miasta, na którym obaj się znajdują.
    • wynalezienie lekarstwa – odrzucenie 5 kart jednego koloru z ręki, aby wyleczyć chorobę danego koloru (akcja musi odbywać się w mieście ze stacją badawczą).
  2. Dociąganie– dobierane są na rękę 2 karty ze stosu kart gry, które mogą być miastami w jednym z czterech kolorów lub specjalnymi wydarzeniami ułatwiającymi rozgrywkę. Zbieranie miast w określonej barwie jest bardzo istotne, gdyż tylko w ten sposób jesteśmy w stanie wynajdywać lekarstwa na choroby (pamiętać tez należy o limicie 7 kart „na ręce”).
  3. Nowe infekcje dobieramy odpowiednią ilość kart infekcji symbolizujących miasta, w których powstają nowe ogniska chorób. Dla każdego takiego miasta dokładamy odpowiednią kosteczkę symbolizującą jedną z 4 chorób. Jeśli mielibyśmy dostawić czwartą kostkę tego samego koloru, zamiast tego choroba się rozprzestrzenia na sąsiednie miasta! Jeśli mamy pecha, możemy także natrafić na kartę epidemii, która znacznie intensyfikuje rozrost drobnoustrojów, z którymi walczymy, rozpoczynając bardzo niebezpieczną dla graczy reakcje łańcuchową.

Same zasady są dość przejrzyste i proste, ale już wygrana może nastręczyć realnych trudności. Dość powiedzieć, że zarówno niedostatek kostek danej choroby w momencie, gdy mamy dostawić kolejną, jak i brak kart w fazie dociągania sprawia, że rozgrywka kończy się naszą porażką. Także rozprzestrzenianie się chorób może się odbyć limitowaną liczbę razy. Wygraną zapewnia nam natomiast odnalezienie lekarstwa na wszystkie cztery choroby. Dodatkowo, już odnalezienie jednego lekarstwa ułatwia nam nieco grę. Pojedyncze leczenie choroby umożliwia nam wtedy usunięcie nie jednej, ale wszystkich kosteczek uleczalnej choroby z danego miasta.

Pierwsza randka

Pudełko Pandemii nie ma zbyt dużych rozmiarów, jest prostokątne i przypomina nieco gry starej daty. Jednakże już grafika jak i solidność wykonania opakowania, to już zdecydowanie poziom nowoczesnych planszówek. Otwierając je natrafiamy na ponad setkę kart, nieco drewna m.in. w postaci znaczników chorób i stacji badawczych* i trochę plastikowych komponentów tj. solidnie wykonanych kosteczek chorób. Tak więc po kolei:

  • karty – znośna jakość, choć grubość mogłaby być nieco większa. Dość sprawnie opierają się zużyciu (a kilkadziesiąt partii gra „na karku” już ma) choć zauważyłem, że część zaczęła się dziwnie odkształcać i nie leży idealnie płasko na stole. Można oczywiście koszulkować, czemu sprzyja standardowa wielkość- CCG. Na pochwałę zasługują także karty pomocy, które stanowią wymierną wartość dla nowych graczy.
  • drewno – znaczniki są porządnie wykonane i opatrzone miłą dla oka dozą detali. Stacje badawcze przypominają mi nieco hotele z Bankruta (polski klon Monopoly), co zawsze budzi u mnie nostalgię. ;) Niestety nie pokuszono się na tzw. meeple, aby oznaczyć poszczególnych graczy na planszy. Zamiast tego mamy do dyspozycji nieco toporne pionki rodem z Chińczyka.

Do gry została dołączona dość krótka, bo jedynie 8-stronnictwa instrukcja, która w bardzo przystępny sposób tłumaczy zasady. Finalnie, w pudełku znajdziemy też tekturową wypraskę. Niestety nie mogę nazwać jej komponentem wysokich lotów i można było pokusić się o bardziej wysublimowane rozwiązanie (i tak w istocie zrobiono, tyle że dopiero w dodatku).

* w nowszych edycjach drewniane znaczniki zostały zastąpione plastikiem. Czy to źle, czy dobrze- kwestia gustu.

Wrażenia „dzień po”

Pandemia jest przedstawicielem gier kooperacyjnych, co oznacza, że gracze nie walczą między sobą, lecz starają się pokonać mechanizmy samej gry. Ten typ rozgrywki wymaga od planszówki szczególnie dobrego wyważenia. Jeśli gra będzie za prosta, nie będzie stanowić żadnego wyzwania i szybko zostanie porzucona przez graczy. Zbyt wyśrubowany poziom natomiast zwyczajnie zniechęci. W mojej opinii dobrze skrojona kooperacja powinna mieć wysoki poziom trudności, który nie oprze się jedynie dobrze skoordynowanej współpracy całego zespołu lekko doprawionej szczęściem. Cieszę się mogąc stwierdzić, że Pandemia zalicza się właśnie do takiego grona. Daje ona złudne poczucie kontroli i wrażenie, że cel jest na wyciągnięcie ręki, by za chwilę boleśnie sprowadzić graczy na ziemię i bezpieczną rozgrywkę zamienić w walkę o przetrwanie, gdzie każda decyzja może być kluczowa. A to właśnie planszówkowe tygryski lubią najbardziej!

Wiemy więc, że mamy do czynienia z kooperacją, która choć przystępna w zasadach, może stanowić spore wyzwanie dla gracza. Czy jednak faktycznie czuć w niej klimat walki z globalną epidemią? Odpowiedź jest dość pokrętna. Z jednej strony pozycja od strony graficznej prezentuje się bardzo dobrze. Nie jest to jednakże tytuł ameri, z którego wręcz wycieka mnogość opisów fabularnych. Wręcz przeciwnie, autor nie pokusił się nawet o zaproponowanie nazw dla czterech obecnych w grze chorób, co w moich oczach jest wręcz pewnym zaniedbaniem. To, co jednak dodaje grze sporo klimatu to fakt, że tutaj mechanika doskonale uzupełnia się z otoczką fabularną. Za przykład użyję sytuacji, gdy trafia nam się nowa karta epidemii. Wybucha nowe ognisko zarazy, wiec jedno miasto zostaje całkowicie opanowane przez chorobę. W dodatku wszystkie dotychczas odsłonięte karty infekcji wracają na stos, więc miasta, które są już ogniskami chorób, czeka niebawem rozkwit nowych infekcji i tym samym eskalacja problemu. Zgrabne mechanicznie i spójne fabularnie rozwiązanie, jednym słowem elegancja. Pokuszę się więc o stwierdzenie, że o ile nie jest to tytuł przepełniony klimatem, to wcale nie znaczy, że owego klimatu nie odczujemy. On jest obecny, choć ma temperaturę „pokojową”.

Czas na kilka słów o skalowalności  i czasie gry. Tutaj będzie krótka piłka- Pandemia świetnie działa w każdym składzie osobowym (2-4)! Co więcej, jako że rywalizujemy tutaj z samą grą, można prowadzić rozgrywkę także w pojedynkę. Jeśli jednak miałbym wybrać optymalną liczbę uczestników, to moją odpowiedzią będzie: 4. Powód takiej opinii jest trywialny- w czwórkę partia wydaje się najbardziej intensywna i angażująca ponieważ najpełniej wykorzystywany jest aspekt gry zespołowej. Jednakże śmiało mogę polecić także rozgrywkę w pozostałych konfiguracjach. Czas gry to natomiast w większości przypadków pudełkowe 45 minut, które czasami potrafi przeciągnąć się do godzinki.

Jak już zdążyliście pewnie zauważyć, Pandemia bezsprzecznie należy do cenionych przeze mnie tytułów. Nie oznacza to jednak, że jest pozycją pozbawioną wad, na którą patrzę przez „różowe okulary”. Pierwsze kwestie, związane z wykonaniem i drobnymi brakami, zostały już wymienione w poprzednich akapitach. Jednakże chyba największą bolączką tytułu jest brak elementów, czy też mechanizmów, które urozmaiciłyby rozgrywkę. Gra po kilkunastu partiach może zacząć wywoływać u nas wrażenie pewnej wtórności i nie mamy żadnych narzędzi, aby kolejną partię urozmaicić (ten problem został jednak rozwiązany w dodatkach, wspomnianych w kolejnym akapicie). Ostatnią, lecz nie mniej problematyczną w moich oczach, sprawą jest syndrom lidera, który może dość silnie naznaczyć się podczas rozgrywki. Oczywiście można bronić gry stwierdzeniem, że jest to bolączka większości kooperacji. Niemniej jednak istnieją sposoby przeciwdziałania temu zjawisku, których autor nie zdecydował się jednak dołączyć.

Rodzina gier Pandemic *

Wraz z sukcesem oryginalnej Pandemii zaczęły pojawiać się różne dodatki i wariacje tego tytułu. Jedne osiągnęły gigantyczny sukces, przyćmiewając nawet oryginał (Pandemic Legacy: Sezon 1 „okupuje” obecnie pierwsze miejsce w rankingu BGG!), inne nie trafiły natomiast aż tak celnie w gusta graczy. Poniżej krótkie zestawienie najważniejszych pozycji z tej rodziny:

  • Dodatki Pandemia: Na krawędzi i Pandemia: Laboratorium – dwa wydane do tej pory w naszym kraju rozszerzenia, które w dużym stopniu rozbudowują Pandemię o nowe, ciekawe mechaniki, np. piątą chorobę, czy nowe wymogi dla pozyskiwania leków. Polska wersja: dostępna.
  • Dodatek Pandemic: State of Emergency – trzecie, jak na razie niezlokalizowane rozszerzenie, które wprowadza m.in. choroby odzwierzęce. Polska wersja: zapowiedziana.
  • Pandemic Legacy: Sezon 1 – jest to wariacja zwykłej Pandemii, która została wzbogacona o mechanizm legacy. Oznacza to, że elementy gry zmieniają się bezpowrotnie wraz z każdą następną rozgrywką, co wprowadza dużo dodatkowych emocji i unikalności, ale sprawia także, że rozgrywka jest ograniczona do limitowanej liczby partii. Polska wersja: dostępna.
  • Pandemic Legacy: Sezon 2 – tytuł zapowiedziany na końcówkę 2017 r. Ma on kontynuować ideę gry zaprezentowaną w Sezonie 1, jednakże najpewniej doda także wiele nowości. Czym one będą, przekonamy się już niebawem. Polska wersja: zapowiedziana.
  • Pandemic: Czas Cthulhu – gra wykorzystująca mechanizm klasycznej Pandemii, jednakże przenosi ona gracza w świat prozy H.P. Lovecrafta. Polska wersja: dostępna.
  • Pandemic Iberia – kolejna wariacja Pandemii, w której przenosimy się do 1848 r., aby poszukiwać leków na ówczesne choroby takie jak malaria, tyfus, czy cholera. Gra wprowadza szereg zmian w mechanice względem swojego pierwowzoru, m.in. oczywisty brak możliwości lotów. Polska wersja: brak.
  • Pandemic: Lekarstwo – jest to nieco uproszczona, kościana wersja Pandemii. Polska wersja: dostępna.
  • Pandemic: Contagion – w tym przypadku to my jesteśmy chorobami, które mają za zadanie wyeliminować ludzkość! Mimo ciekawego pomysłu gra nie zyskała jednak takiej popularności, jak reszta w. w. pozycji. Polska wersja: brak.

* W niektórych tytułach pojawia się nazwa Pandemic, w innych zaś Pandemia. Bierze się to z faktu, ze początkowo Lacerta dostała zielone światło na polonizację tytułu, jednakże w ostatnim czasie decyzja oryginalnego wydawcy uległa zmianie.

Zgodnie z tradycją moich recenzji chciałbym odnieść się także do kwestii grania w Pandemię z dziećmi. Nie do końca zgadzam się z informacją umieszczoną na pudełku, że gra powinna być rozgrywana z małolatem począwszy od czternastego roku życia. Już dziewięcio-dziesięciolatek powinien bez problemu poradzić sobie z rozgrywką. Czy jest to jednak odpowiednia pozycja dla młodego umysłu? Zdecydowanie tak! Tematyka nie jest zbyt mroczna ani oddana w taki sposób, aby przestraszyć dziecko. Kooperacyjny model gry zapewnia zaś (poza zwykłymi korzyściami płynącymi z grania w planszówki z młodzieżą) aspekt jeszcze silniejszego wzmacniania więzów dziecko-rodzic poprzez wspólne stawianie czoła przeciwnościom. Należy jednak mieć się na baczności, by dorosły nie uległ syndromowi lidera i zwyczajnie nie zaczął sterować zagraniami swojej pociechy. Warto przy tej okazji wspomnieć także o konfigurowalnym poziomie trudności gry. Dzięki temu mechanizmowi możemy nieco ułatwić rozgrywkę na okoliczność partii z naszą latoroślą.

Reasumując, Pandemia to nie tylko silna marka na rynku planszówkowym, ale przede wszystkim naprawdę solidna gra. Duży wpływ na ten stan rzeczy mają trzy istotne cechy tytułu:

  • Przystępna tematyka – nie ma goblinów, laserów i statków kosmicznych. Jest za to temat, który będzie przystępny dla bardzo dużego przekroju graczy.
  • Krótki czas gry – rozgrywka zamyka się w godzinie, co jest bardzo pożądanym wynikiem w grach. Daje przy tym naprawdę satysfakcjonującą rozgrywkę.
  • Przyjazne zasady– raz, że są one proste i łatwe do przyswojenia. Dwa, że są spójne i współgrają z tematyką.

Oczywiście nie są to jedyne czynniki, które zadecydowały o sukcesie gry, jednak w moim odczuciu odegrały one znaczącą rolę. Jeśli więc nie masz jeszcze w swojej kolekcji Pandemii, a lubisz gry kooperacyjne lub/i jesteś początkującym graczem, to naprawdę warto ją nabyć. Jeśli nawet w pewnym momencie gra przestanie spełniać Twoje planszówkowe oczekiwania i ruszysz na poszukiwanie bardziej zaawansowanych tytułów, to Pandemia zawsze sprawdzi się w roli gry typu gateway– dzięki niej będziesz miał szansę wprowadzić do naszego hobby kolejne osoby.

I tym właśnie jest dla mnie Pandemia…

…niezwykle dopracowaną grą kooperacyjną będącą uniwersalnym tytułem, do którego przekona się większość (nawet „niedzielnych”) graczy.

Cytat użyty w tytule stworzył Hipokrates.

  • Michał Wróblewski

    Fajnie poczytać o grach które nie są nowościami. Takie spojrzenie z perspektywy czasu – fajna rzecz.

    • Postaram się co jakiś czas wrzucać właśnie tego typu recenzję, żeby przypominać o nieco starszych, ale wciąż solidnych tytułach. :)